Od ostatniego wpisu miałam zamieszczać regularnie posty, gdzieś tak raz w tygodniu. Jednak lipiec jest dla mnie ciężkim miesiącem ...
6 lipca byliśmy na pogrzebie męża cioci, z którą widzieliśmy się w maju. Najgorsze jest to, że rok temu zmarła jej córka po walce z rakiem, a do tego druga córka ma raka z przerzutami i zaczęła chemię ... A, że drogę mieliśmy daleką bo prawie 300 km przyjechaliśmy wcześniej i zostaliśmy na parę dni.
8 lipca byliśmy na urodzinach mojej siostry i szwagra, który miał urodziny 6 lipca. W piątek 12 lipca siostra z całą swoją bandą przyjechała do nas na kawę. Podczas wizyty szwagier dostał telefon, że zmarł jego tata. A w poniedziałek wszyscy razem się bawiliśmy na urodzinach !!! Także 16 lipca byłam na kolejnym pogrzebie.
19 lipca przyszła do mnie bliska koleżanka z informacją, że nie żyje jej mąż !!! Zabił się 18 lipca na motorze. Wyjechał z bazy żeby kupić sobie coś do jedzenia i nawet nie dojechał. Rozmawiała z nim 20 minut przed wypadkiem, a po godzinnej reanimacji zmarł :(((. Biedna w wieku 32 lat została wdową z trójką dzieci (6,8 i 13 lat).
Teraz z nią jeździmy i wszystko załatwiamy. We wtorek 23 będzie jego pogrzeb. Nie wyobrażam sobie tego ..............................
Dobrze, że lipiec się już kończy, bo każdy kolejny pogrzeb jest coraz gorszy i z coraz bliższą mi osobą ...
Do tego wszystkiego w ostatnich dniach podziało się wiele złych rzeczy w moim małżeństwie i nie mam już siły na kolejne tragedie i smutki. Powoli brakuje mi łez i skąd brać na to wszystko siły ...
Zablokowałam komentarze, bo wiem, że będziecie chciały mnie pocieszać, a to jest jeszcze bardziej dobijające. Po prostu potrzebowałam się wygadać ... A Was proszę tylko o modlitwę za wszystkich zmarłych.
